Thursday, 26 July 2012

IN PERPETUUM


IN PERPETUUM
(NA ZAWSZE)


POEMAT
JEDNOŚĆ MIEJSCA, CZASU, AKCJI I OSOBY

OSOBY;
CZŁOWIEK


CZĘŚCI:

PROLOG
PARODOS
EPEJSODION I
STASIMON I
EPEJSODION II
STASIMOM II
EXODOS
EPILOG






P R O L O G

Na wysmukłe palce
Nasunęła się delikatna czarna rękawiczka
Miękki aksamit otoczył chłodne opuszki
Zakrywając alabastrową biel skóry
Dotarł aż za nadgarstek
Soczysta czerń natychmiast rozlała się
Po niewielkim pokoju
Gdzie jedyny dźwięk budzący niepokój
W absolutnej ciszy nocy
Dochodził z małego łóżka
Stojącego pod ścianą
Tuż obok okna
Raz po raz oddech dziecka
Przecinał ostrzem przestrzeń
A grymas bólu wykrzywiał
Drobne usta w  podkówkę
Mały ptaszek uwikłany w sidła pościeli
Targany konwulsjami
Nie był w stanie znaleźć sobie miejsca
A kiedy czasem ciężkie powieki
Odsłaniały roziskrzone oczy
Te bezwolnie krążyły wokół ciemności
Nie mogąc zatrzymać się
Na jakimkolwiek kształcie
Tato………………
Tatusiu…………………..
……….Tak syneczku………..
Jesten przy tobie………….
Tatusiu….widziałem wielkiego ptaka
Krążył nad łóżkiem……..tak
Jak kiedyś opowiadałeś……..taki sam
Pamiętasz?…….
Tak …pamiętam synku…….
Nareszcie przyleciał do mnie
Tak jak mówiłeś…..
Widziałeś go……
Nie synku…….spróbuj zasnąć kochanie….


Nad rozgrzanym czołem pokrytym
Kropelkami potu przesunął się cień
Wysmukłych palców……
Delikatny dotyk ochłodził skórę….
Tatusiu………jest mi trochę lepiej
Wyszeptały wyschnięte wargi
Tak….zaśnij syneczku……..
Jutro będzie lepiej…….prawda tatusiu…..
…….tak skarbie…………..
Uważaj na tego ptaka tatusiu……..
Jutro…………


Szeroko otwarte oczy zatrzepotały rzęsami
Obsypując z nich okruszki lodu…
Gorące policzki wtuliły się z ulgą
W chłodną czerń palców…….i…..
Nagle czerwone rumieńce odleciały
Jak poranne chmury wystraszone
Wschodem słońca……..
W panice ucieczki natrafiwszy na sufit
Rozbiły się na tysiące kawałków
I jak różanny deszcz opadły powoli
Na małego ptaszka
Co w ciemności nie mógł znaleźć spoczynku
Dla siebie……………
Trzepocąc się rozpaczliwie na oślep
Szukał gniazda by bezpiecznie zasnąć
Z nadzieją na przyszły dzień
Nawet czas z reguły obojętny na takie zdarzenia
Chcąc ułagodzić ból
Zatrzymał chwilę
Tej małej istoty której życie
Ofiarowało zbyt wiele by unieść ze sobą
I tak mało by nacieszyć się
Miłością pełnego bytu……


Daleko na wschodzie niebo gasiło
Szafir nocnej poświaty a świt rozpoczął
Codzienne zdmuchiwanie gwiazd….
Jedne po drugich bladły i rozpływały się
W pierwszym cieple nadchodzącego dnia
Które powoli zalewało okolicę
Wilgotnym oparem
Ptaki strzepywały resztki snu
Ciągłe zaplątnego w pióra
I szykowały się do porannego chóru


Poprzez niedomknięte okno
Promień słońca wpadł nieśmiało
Do pokoju i potykając się o różne sprzęty
Spadł na bladą twarz
Nie bardzo wiedząc co zrobić
Rozsypał na niej tysiące blasków
Które na moment otoczyły ją
Delikatną poświatą i wydawało się
Że….uśmiech przysiadł na drobnych ustach

Mały figlarz gasnąc iskierką przycupnął
W kąciku warg i zawadiacko czekał
Aż zostanie zdmuchnięty………..

Ooooooo…Chryyyysteeeeeeeeeeee……!!!!!!
Ostry krzyk przeciął poranny spokój
Drzemiących jeszcze rajskich ptaków które
W przerażeniu poderwały się pod chmury
I z piskiem zatoczyły koło
By po chwili znowu wylądować
Na jeszcze nieostygłych gałęziach
Taki poranek nie zapowiadał nic dobrego
Krzyk nigdy nie był zwiastunem
Szczęśliwego dnia
Naburmuszone…strosząc się
I niedbale skubiąc pióra
Zaczęły debatować
Co też to może wróżyć


P A R O D O S

Ile czasu potrzeba by zrozumieć
Szum drzew pośród burzy
Delikatny dźwięk pustki
Wibrującej staccatem na smyczku nocy
I ciszę otaczającą ciało ciasną klatką
Bez miejsca
Na oddech duszy?
Kto potrafi ukoić ból piekących oczu
Gdzie każda łza rozcina świat
Brylantowyn ostrzem na kawałki
Minionych dni pozbawionych
Jakiegokolwiek sensu

Pater noster qui es in cealis…
………………..nomen tuum
Atveniat …regnum …tuum…
Fiat voluntas…..tua…
Sicut in cealo…..et in….terra….
………………………et …in…..terra……..
Dlaczego…..dlaczego….?

Jest tak mało czasu aby zrozumieć
Radosny śmiech dziecka napełniający
Serce życiem…
Jego cichy płacz pośród nocy
Gdy czeka byś go obronił przed
Sennymi zmorami
Na skrzydłach pędzisz otaczasz ciepłem
Przed czasem co zasiał ziarno zapomnienia
O któryn nie chcesz wiedzieć
Próbujesz oszukać samego siebie
Odrobiną nadziei której berło
Przez moment dzierżysz w garści
Jak król bez królestwa i wierzysz że
Można zrobić wszystko
Jeszcze jeden raz!


Wydaje się….nie jesteś pewien
Małe usta szepczą….kocham
Kocham…śmieją się
Rozpalone oczy lśnią niesamowitym blaskiem
W którym na próżno szukasz potwierdzenia
…….czego?
Synku mój……tam za górami jest człowiek
Mój mały ptaszku….on ci pomoże
Tam jest miejsce gdzie czas odwraca swój bieg
To miejsce czeka na nas.
Kocham cię……tak bardzo…
Szepczą wargi szybsze od myśli
I cichsze od snu co na moment
Przysnął w rozpalonym ciele
Dotykasz ręką czoła tak delikatnie….
Śpij…mój ptaszku
Wszystko jest przed tobą całe życie…
Czeka na ciebie świat się dla ciebie
Dopiero otworzy…..czas dopiero zacznie
Jeszcze nie zgubiłeś pierwszego puchu
Jeszcze skrzydła nie urosły byś mógł
Na nich poszybować wyżej niz jakikolwiek
Ptak…….
Tak bardzo cię kocham

W nieskończonej pustce
Otaczającej pokój i dom
Spakowałeś kilka drobiazgów
Kto wie …mogą się przydać w drodze…
Zacisnąłeś mocniej sznury
Do których przytroczony kawałek prześcieradła
Miał posłużyć jako nosidło i….
Jakże delikatnie ułożyłeś w nim drobne ciało
Bezwładnie przelewające się przez twoje ręce
….zawiesiłeś je ostrożnie na plecach
I …po raz ostatni spojrzałeś wokół siebie

Na sprzęty których nigdy juz nie dotkniesz….?
Miejsce do którego nigdy nie powrócisz….?
Jakie dziwne odczucie jakby……
Czas odsunął wszystko poza lustro rzeczywistości

Obraz zawieszony między tobą a resztą świata
Co poprzez wyblakłe kolory przypominał coś…
Co może wczoraj jeszcze miało…
Jakiś sens
……………..
Na moment zawisłeś
Gdzieś między Niebem a Ziemią…
Bez znaczenia…bez sensu…
Jak pył pozbawiony jakiegokolwiek
Ciężaru i Celu….

Powoli ruszyliście ku drzwiom
Nagle stopa natrafiła na coś miękkiego
Cofnąłeś się gwałtownie…
Mały czarny misiek…ulubiona zabawka
Leżał od kilku dni na podłodze
Czekając cierpliwie na ciepło jego rąk
Nadających mu żywy kształt
Uniosłeś go powoli i  już chciałeś podać…
Ciiiii…..niech śpi
Ten sen to przetrwanie….
Mały czarny misiek ze śmiesznie wykręconym
Nosem który ciągle odpadał i trzeba go było
Przyklejać
Stale cię prosił o nowe ubranka dla niego
Spodenki gdzieś przepadły…
A kubrak  jak krzywo pozszywany….
Rozejrzałeś się za bezpiecznym miejscem
Dla niego a po chwili wahania
Wepchnąłeś go za pasek…i ….teraz
W trójkę byliście gotowi do drogi

Uchyliłeś drzwi…..lawina światła
Wstrząsnęła wnętrzem a setki promieni
Pozaczepianych do najmniejszych okruchów
Pyłu poszybowały w przeróżnych kierunkach
Pokrywając delikatną poświatą
Wszystko co zostawialiście za sobą…..

Podmuch ciepłego powietrza napełniony
Zapachem liści drzemiących na gałązkach
Obmył ci twarz
…ich czas dokładnie obliczony nie zaczął
Odmierzać jeszcze chwil przemijania

Zrobiłeś … pierwszy nieśmiały krok
Jakbyś badał czy ZIEMIA wytrzyma ciężar
I nie zapadnie się pod wami.
Zrobiłeś drugi krok…..
Odchodząc od domu…w którym
Przeżyliście tyle chwil…
I nagle wszystko odskoczyło w bezgranicznym
Przerażeniu…….NIIIEEEEEEEEE….
…jeszcze możesz zawrócić jeszcze możesz
Dotknąć klamki otworzyć drzwi….
Jeszcze wszystko ma twój ślad zapach…
Jeszcze jest czas
Tak niedaleko odeszliście od siebie
Szept potarganych myśli
Pozostał na wargach jak niedokończona modlitwa
Błaganie …odbite od ścian cierpliwie ugiętych
Pod naporen przeżytych dni…..
Niewypowiedzianych słów i uczuć… 

Spojrzałeś w niebo
A tam amorki zachwycone porankiem
Przysiadły na pulchnych obłoczkach
I ciekawie zerkały w dół…
W uszach dzwoniło ci echo ostatnich słów
I niosło je w nieskończoność  próbując
Wypełnić przestrzeń twoim zbolałym
ISTNIENIEM

Zrobiłeś następny krok
Jeszcze jeden…
I nabierając pewności dotarłeś
Do końca ogrodu

Nagle coś zaszeleściło…rozejrzałeś się wokół
Lecz prócz leniwie drzemiących roślin
Nikogo nie było….?
Uchyliłeś furtkę….i wtedy wzrok twój padł
Na pierwsze nieśmiało rozchylone krokusy
Otulone rosą
Co roku przechodząc obok wydawało ci się
Że dzwoniły na wietrze co roku nasłuchiwałeś
I…nic
A teraz delikatne płatki drżąc na wietrze
Wydawały dźwięk i to nie było złudzenie
Teraz właśnie kiedy to się nareszcie stało
Musiałeś odejść bez powrotu…?

Jaka ironia losu!
Chciałeś zerwać jeden kwiat lecz jaki los
Spotka takiego wędrowca?
Spojrzałeś jeszcze raz na nie i zamykając furtkę
Za sobą zabrałeś ich obraz zapach kolor …
Dźwięk………….na zawsze….

Dotykając delikatnie drobnych kolan
Otaczających biodra upewniłeś się
Że jest mu wygodnie…….

…..nie ma powrotu……….

Droga biegnąca w kierunku gór
Za którymi przysiadła nadzieja
Była jedynym sensem życia

Ruszyłes przed siebie
A wraz z tobą ruszyło SŁOŃCE
! cały świat stanął w osłupieniu i zadumie
Któż to jest?
Skoro samo słońce postanowiło mu towarzyszyć
W drodze?
Nawet czas zawisł nad tobą jak sokół na moment
Bezszelestnie czekając na pierwszy ruch
Swojej ofiary

…….nie ma powrotu……
Tam za horyzontem jest miejsce
Co rozpala twoje uczucia myśli
I napełnia serce ogniem nadziei
Tam jest miejsce gdzie to bezbronne dziecko
Przyklejone do twoich ramion
Ma szansę przetrwania czy może być
Jakikolwiek inny cel twojego  życia?
Czy może być coś ważniejszego
Niż ta mała istota która śpi
….bo sen jest jej tak bardzo potrzebny…
Tylko śpi….
Już jesteś o tyle kroków bliżej…
Nabrałeś powietrza w płuca
I zasłuchany w śpiew ptakow szybujących
Pod ciepłymi chmurami
……………

R  U   S    Z     Y      Ł       E        Ś   
           
UTORWOP ZEB ĘGORD W



E P E J S O D I O N    I

Czy istnieją słowa które
Opiszą rozpacz i niepokój duszy ?
Zaspokoją zbłąkany umysł
Radością serca?
Czy istnieje takie miejsce na ziemi
Które zatrzyma cię na moment
Ukazując świat pełen blasku
A płuca napełni świeży oddech istnienia
Szczęściem żyjącej natury
Czy istnieje moment który znieczuli
Ból gardła rosnący od nadmiaru
Niewypowiedzianych słów……..

Gdzie jest miejsce dla twojego ciała
By w cieple słońca
Znalazło czas na odpoczynek
Zostawiając błachy ciężar przeszłości
Tym co nie potrafią z nią walczyć
Kto obejmie ból przenikający
Wszystkie mięśnie ból wymieszany
Z gorącym strumieniem krwi nadymającym
Myśli i rzeczywistość do granic niemożliwej
Złudy
Czy istnieje taki punkt gdzie
Będziesz świadom  że nie jesteś pomiędzy…
I wartości pozbierane z życia
Nie będą dwuznacznym anachronizmem
Czy jest gdziekolwiek miejsce
Do którego możesz
Należeć ?

Gdzie idziesz …..i po co
Jaką wartość pragniesz odnaleźć ?
Oszustwo potwierdzić!
Jeszcze raz dla własnej wygody
Czy jest w tym sens?
Spójrz… może znowu oszukujesz
Samego siebie!
Nie uratujesz….nie potrafisz….
Jest za pózno….aby pokonać
Samego siebie
Chyba że…….
?
Nie ty pierwszy i nie ostatni
Uwierzyłeś w istnienie duszy?
I kłamiesz kłamiesz
Przed samym sobą
To drobne ciało nie zawiera nic…więcej
Nic prócz fizycznych wnętrzności.

Oooooo …..uraziłem cię nie…  nie chciałem
Aż tak boleśnie dotknąć ….nie…! przepraszam
Ale jestem po prostu realistą
( brzmi to zawsze trywialnie ) prawda?
Nie ma powrotu do życia…..
Nigdy nie było i nie będzie!
Inna sprawa to co to jest życie?
Religie wymyśliły te niesamowicie
Skomplikowane pokręcone historie…….?
A jak wiesz religie to ludzie ich myśli emocje…
Rządne władzy nad innymi...
I tak się to wszystko zaplątało w błędne koło
Że nikt nie potrafi zobaczyć światła prawdy!
Rzeczywistość jest znacznie prostsza…
Nawet gdy w grę wchodzi twoje ukochane
Dziecko?
Nikt nie potrafi zatrzymać uciekającego życia
Jest to wiesz NIEMOŻLIWE! Nawet ty... chyba żeee…..???
Nie …nie teraz to nie jest ważne….nie w tej chwili
Spójrz na świat ! Jest taki sam jakim był bez ciebie
I takim pozostanie … ilu z nas potrafi TO pojąć?

Komuś się kiedyś wydawało że otworzył drzwi
Odkrył nową prawdę…prawo …filozofię….ect…
Bzdura…bzdura bzduraaaaa te drzwi nigdy nie istniały.
Spróbuj otworzyć i zamknąć przed sobą powietrze
…….?
“DRZWI” nigdy nie istniały!! a chore umysły TAK
Stworzyły sobie temat aby się przestać nudzić!
Nie nie chcę cię zrobić bardziej przygnębionym
Niż jesteś…nie! ale niestety spóźniłeś się
Nie ty jeden nie nie sporo było takich
W tej śmiesznej pogoni zaaaa…..hmmm
Wiesz co mam na myśli….
I być może potrzebujesz …kopniaka żeby się
Ocknąć! zrozumieć więcej od tych co są
Przed i za tobą……….ciekawe coooo?
Spójrz wokół siebie…..!!!
Nic się nie zmieniło i ciągle zabarwiasz
Rzeczy swoimi małymi nastrojami… przesączasz je
Poprzez krzywe zwierciadła idei
Złudzeń wymyślonych banałów
Och jak to pięknie wygląda jak cię to egzaltuje
A one spływają po wszystkim co stoi
Na twojej drodze  spływają zostawiąjąc oślizgłe ślady
I ….smród …..
Ta cała twoja droga….to jeszcze jedno twoje efemeryczne
Przedstawienie

F  I  K  C  J  A  !!!

Bez sensu z rozpaczą i żalem godnym politowania
Nie pokonasz czasu!
Nie potrafisz tego zrobić tak jak nie jesteś w stanie
Pokonać samego siebie
Nigdy!
Nigdy
NIGDY…! NNNIIIIGGGGGGDDDDDYYYYYYY

Chyba że... ale nie stać cię na to
Nie widzisz jak jesteś żałośnie przyklejony
Do kawałka ziemi… Nie ma w tym żadnej logiki
Jakieś…nędzne… życie pozbawione uczucia emocji…koloru
Baaa…normalnego sensu
Sam BÓG …………………jeżeli istnieje
Nie potrafiłby zapewnie ułożyc z tego sensownego
Obrazu !
Ale pomyłki wszędzie się zdarzają??!

Ta twoja rozpacz……wędrówka to takie śmieszne….
…….oooo przepraszam…znowu cię uraziłam
Ale musisz sam zrozumieć że to nie jest żadne
Rozwiązanie sprawy…i to właśnie jest śmieszne
Bezsens… totalny bezsens.. to nie rozwiąże niczego
Jesteś żałosny….wierz mi !
Może otworzą ci się oczy na prawdziwą
Rzeczywistość…ale ile energii się zmarnuje…
To jest w tym wszystkim najbardziej smutne
Może rzeczywiście dotrzesz do czegoś
Ale……..sam! iiii……za późno…zaaa późnooo!
Nie ma tam miejsca dla was dwóch!
Jego miejsce jest tu i tu go musisz zostawić
On nie przetrwa tej …..twojej  D R O G I……..!
To jest jedyna prawda!
Jeszcze tej nocy………zobacz…..
Jego ciało jest zbyt słabe …. zresztą wiesz o tym
Tak dobrze jak ja… z tą tylko drobną różnicą żeee… ja
Nie potrafię siebie oszukiwać a ty…..?
Drobnostka która nas dzieli a jak bardzo ułatwia egzystencję
Bo daje mi możliwość zerknięcia w przyszłość
Tego co ty nazywasz życiem
………hhmmmmmmm……..zupełnie
jak gra w szachy…………………
Bez sensu jest ratować gońca…..gdy
Królowi może zagrozić wieża
……………….
Ale wracając do tematu!
On nie wytrzyma nawet na twoich plecach
Jego ciało należy do mnie…. wiesz o tym
Nie szarp go niepotrzebnie…on potrzebuje
Spokoju … a ty…jesteś za słaby i nie możesz
Dać sobie rady z samym sobą…!
A co dopiero z nim?
Wierz mi! jeszcze nigdy się nie pomyliłam
Nigdy!
W jego oczach nie ma nadziei
Wschodu słońca!
Zerknij w jego nieruchome oczy
Sam to zobacz jeżeli masz odrobinę odwagi

Nie obawiaj się odrzuć dumę … marzenia
Odrzuć wszystkie mrzonki którymi zaklejałeś
Życie!
Zobacz to czego nie potrafsz zobaczyć w sobie
ZROZUM W JEGO TWARZY SWOJĄ PRAWDĘ
…………………………………………….!
Beznadziejny wysiłek  szkoda że nie możesz stanąć
Obok siebie dobrze by ci to zrobiło…jak szklanka
Spirytusu … straciłbyś na jakiś czas balans
I może wtedy…….nie… nie jestem wcale złośliwą
! staram się …właściwie to nawet nie wiem dlaczego
Pokazać ci prawdę! to co robisz
Jest bez  wartości.!
A ja nie lubię…wspomniałem ci o tym… jak niepotrzebnie jest
Marnowana energia !… jedyna wartość ponadczasowa ….
Zaczynam się powtarzać przy tobie…to zły znak…
Próbowałeś odnaleźć to co sny rodziły
Pod kobaltowym płaszczem nocy
Próbowałes pić mądrość z dna łkającej duszy
Chciałeś zakończyć to co umysł rozpoczął…
Jakie to wszystko piękne i….romantyczne
I BEZSENSOWNE
…………ciągle stoisz w próżni własnego życia!
Jakie to jest żałośnie piękne!
Życie które jest zbyt małe by wypełnić radością
Twoje ciało….i zbyt duże by zmieścić się w duszy
Jeżeli taka istnieje? I o której… nota bene… zapomniałeś!

GDZIE JESTEŚ … GDZIE ZOSTAWIŁEŚ SENS
ŚWIATA I…SAMEGO SIEBIE……..?
Powiedz mi … jeżeli oczywiście wiesz
Dlaczego słońce świeci?
Dlaczego wieczorny wiatr usypia kwiaty?
….teraz ja zaczynam być romantyczny
Dlaczego czas przepływa przez ciało
Bez powrotu?
……..??


Powiedz mi … jeżeli oczywiście znasz odpowiedź
O pierwszym płaczu dziecka
I ostatnim westchnieniu konającego…….?
Czy jest cokolwiek wspólnego między tymi
Dwoma tak istotnymi wydarzeniami…..?
Mój przyjacielu………na zawsze….!
Odpowiedz mi jeżeli potrafisz…..
Z głębi swojej duszy… jeżeli ją posiadasz…?
ODPOWIEDZ…?
……………..
……………..
Milczysz…………….? Nie ufasz mi
?
Odchodzisz…nie nie….
NIE…!!!
Nie odchodź….proszę nie odchodź
Nie zostawiaj mnie ……..
Proszę …….mój przyjacielu
Nie zostawiaj pustej drobiny czasu między nami
Chcę czuć ciepło twojego ciała… zapach skóry
Powiew oddechu…o smaku życia…
Przenikającego powietrze w rytmie serca
Podaj mi rękę chcę poczuć że ciągle żyjesz
Chcę aby twoje ciepło napełniło moje istnienie
Teraz w tej chwili…sekundzie…
Bo kto wie co się jutro stanie…może jutro nie istnieje?
…………………
Pragnę żyć i nacieszyć się twoim życiem
Ciałem… całym twoim istnieniem.
…………………………..
Zapomnij o nim… jego czas jest przegrany
Zapomnij …i daj mi siebie
Jestem sama pośród bezgranicznej pustki
Tak samo jak ty…
Tak jak ty pragnę ciepła spokoju
Tak jak ty pragnę spełnienia marzeń
Małych prostych ludzkich marzeń
W bliskości kogoś kto robi nas szczęśliwych
Zapomnij o łzach niepokoju co nigdy nie dadzą
Ulgi …. one tylko potrafią ranić do krwi…!
Nie odchodź… zostań ze mną mój przyjacielu
………………….

Zostań na zawsze byśmy mogli dzielić wieczne
Szczęście pomiędzy nami!
Przyjacielu……nie odchodź jak przelotna myśl
Która czasem zaciska bolesny krąg na gardle
Dusi…dusi i rozrywa duszę na strzępy…
……(to jest dopiero widowisko )……
Nie odchodź…. dam ci to co jest najcenniejsze w życiu
Dam ci……miłość……

Wiem że pragniesz jej… że szepczesz ciche zaklęcia
Modlitwy by chociaż raz przeżyć ją…
Jeden jedyny raz…… dam ci siebie…..
Każdego dnia każdej nocy…będę z tobą przy tobie
W tobie …… dam ci upojenie każdej chwili….bo
Bo pragnę tego samego…tak samo mocno jak ty
………………
Jestem samotny od lat od wiekow….jestem niczyj
I jak ty chcę należeć do kogoś… kochać kogoś
Tak po prostu………
Życie jest jak bańka mydlana….pięknie ubarwiona
Ale tylko przez moment….a potem nic nie zostaje
Nic …kompletnie nic….chyba że spełni się ….
Miłość ……. Nic nie jest ważne…..wierz mi…nic
Jeżeli nie doświadczysz….dotyku zapachu…pożądania
Kogoś bardziej niż samego siebie….jesteś
Nikim …I niczym….pustą skorupą…niczym więcej!
Zostań ze mną……proszę…..ulituj się chociaż raz
Nad kimś kto może dać ci więcej niż pragniesz
Dotknij mojej ręki i ogrzej ją swoim ciepłem
Daj jej życie…..proszę…………………
Zapłodnij mnie nim……jest to tak niewiele……proszę….
Złożę na twoich ustach pocałunek który otworzy
Przed tobą wieczność…… poprzez gorące wargi…
Ofiaruję ci kroplę o bezcennej wartości… zatrzymam ją w palcach
Na moment…jak szklaną kulę w której będziesz mógł
Zobaczyć absolutną prawdę …siebie…i...
Przyszłość….…..wybór
Między wiarą w życie… w szum traw.. w te wszystkie
Banalne kłamstwa co są w zasięgu twojej ręki
I absolutną prawdą istnienia 

Z tym co ja pragnę ci ofiarować
Może zechcesz być ze mną… może
W końcu dasz radę uwolnić się od jego ciała
Tej marnej egzystencji przyklejonej do ciebie….
Zapragniesz pozbyć się tego balastu… aby ogarnąć ze mną
Przestrzeń której nikt nie potrafi sobie wyobrazić……
Zapomnij o nim …ja go otoczę opieką jak matka
I ojciec dam mu więcej w sekundzie niż ty przez
Całe życie………
Nie zostawiaj mne pozwól mi ofiarować tobie i jemu
Nieskończenie…… kosmosu……….
Na wieki…….
Proszę ??
Jestem zmęczona samotnym bytem
I pragnę tak jak ty ciepła i prostego ludzkiego
Uczucia…niczego więcej………………
Ludzie tak niewiele wiedzą o mnie
Tak mało potrafią zrozumieć z mojej
Ofiary ……nie starają się zrozumieć mnie
Dotknąć…….oskarżają mnie
Samych siebie i innych…. jaki to ma sens?
Gdy nie mają zrozumienia  dla siebie
I nie chcą przyjąć mojego daru
Myślałeś kiedyś o tym?
Nie mam na myśli medytacji…chociaż to też
Jest jakaś droga… mam na myśli prawdziwe
Rozważanie problemu filozofię sprawy
Wyobraź sobie - jeżeli potrafisz – że dano ci
Do ręki….możliwość stworzenia…..????!!!!…
Grudkę przestrzeni i czasu bez jakiegokolwiek
Charakteru….bez kształtu…bez początku …
Bez końca…… pozbawioną jakiegokolwiek
'Materialnego trwania' !!!?
Trzymasz coś co umysł twój może zapłodnić
Każde pragnienie  nawet to najbardziej
Ukryte może zostać spełnione….. wiesz o tym
Trzymasz je w ręku wystarczy poruszyć palcami
Delikatnie…aby nie uronić ani jednej odrobiny

Wszystko czego zapragniesz….WSZYSTKO !!!
                            
To jest rozważenie problemu to jest to co chcesz!
Drżysz…..umysł nie potrafi pozbierać myśli
Szczególnie tej jednej??
To dopiero jest początek gry adrenalina zamienia się
W krew i rozrywa żyły…..czego tylko
Zapragniesz!…jest to w twoim ręku!….pomyśl
Absolutnie wszystko….. jaki masz
Wybor?… jaką szansę przetrwania?
Kim możesz być…kim jesteś…..
Kogo … lub co chciałbyś……. stworzyć?

Drżysz……….
Przestraszyłeś się samego siebie swoich myśli
Pragnień….? tych najbardziej ukrytych…o których
Chciałeś zapomnieć? bo są zbyt.... wyrafinowane co?
Usłyszałeś nagle szept obdzierający cię
Z całej ludzkiej istoty!
To jest dopiero rozważanie problemu istnienia
A wszystko w zasięgu twojej ręki……………
………twojej reki???…podaj mi ją.
Wystarczy podjąć tylko taką małą decyzję……………………?
…No?

Milczysz?

Gdybym wiedział że zrobisz z tego dobry użytek
Dałbym ci taką szansę. Jedyną w całym
Życiu! A może i w całej historii ludzkości

……myślisz żeee… jestem………………….

Nie… nie jestem i nie mam zamiaru być….
Nie nadaję się na poświęcenie i personifikację nieskończonej
Dobroci…i czegoś tam jeszcze….i naprawdę chciałabym
Spotkać kogoś kto potrafi mi udowodnić
Że takie rzeczy istnieją…!..poza nami…?
Więcej zabieram w ludzkim pojęciu niż daję
Jest to oczywiście absolutne kłamstwo opinia mizernych
Zestresowanych istnień pozbawionych wszelkiej
WYOBRAŹNI ! totalne kłamstwo!
Nikt z was nie potrafi mnie zrozumieć …baaa
Nikt się nie stara zrozumieć…zresztą to nic nowego!
Małe przyklejone do ziemi balansującej gdzieś na
Peryferiach nieskończonej odchłani
Istnienie !…mały smród…!!


Myślenie nie wiadomo dlaczego uwięzione w żałosnym
Fizycznym ciele….co za fatalna pomyłka i nikt do tego
Nie chce się przyznać!
Nie po to wszechświat… i ja istniejemy aby zajmować się tym
I tolerować czyjeś błędy… jest to po prostu nie do przyjęcia
(jeszcze jedna z wielu zaskakujących pomyłek)……..
Jeżeli można to nazwać pomyłką…?

Spójrz zorza będzie zabarwiać niebo na wschodzie
Przez wieki przez miliony lat….’nieskończenie’ w twoim pojęciu
Energia napełniająca wszystko bez początku i końca
Przyjrzyj się jej…….to jest jedyny sens
Który tworzy i wypełnia … JEDYNY SENS !
Dla ciebie?…..dla mnie….dla wszystkich………
Potrafisz to pojąć? ogarnąć zrozumieć każdą cząstkę?

Potrafisz?

Rozwój bez początku i końca przemiana tworząca stale
Nowe układy…sama z siebie i sama w sobie…..
Nieustanny eksperyment !
Bez niczyjej ingerencji….nie  ma rozwoju…upadku…
Jak ty to może mógłbyś określić…nic takiego…
Jedna forma przenikająca drugą jak kalejdoskop…….
Czyż to nie jest wspaniałe…piękno samego istnienia nicośći
I ciągłe transformacje….nieustannie fascynujące widowisko
Potrafisz to zobaczyć?…docenić?….
Nic nie może się zmarnować
NIC!!!
Dlatego ja tu jestem….zamykam ten jeden nieskończony krąg
Który wielu z was stara się pojąć
Jestem… pomostem przenoszącym to co jest najcenniejsze
W waszym istnieniu…….( czyż to nie jest wspaniałe )…
Tę drobinę drzemiącą w was
Uwalniam od żałosnego ciała i w najczystrzej
Postaci umieszczam ją w innym wymiarze…
Jak drogocenny klejnot o niezwykłej barwie
O niepowtarzalnym blasku i niesamowitej wartości
Jakież wspaniałe piękno AAACCHHH.....
Czy potrafisz to zrozumieć?
Czy ktokolwiek potrafi to sobie wyobrazić??
…….
NieNie Nie NIE!!!
W twoim skostniałym myśleniu nie ma miejsca
Na tak rewolucyjne? stwierdzenie


Niektórzy probowali to robić……ale zobacz jaka uboga jest
Wyobraźnia człowieka  zamiast piąć się na coraz doskonalsze
Szczeble by uzyskać absolutną czystość……..
Czystość pojęcia…..słowa nawet tego nie potrafią opisać…
Bezwzględne zrozumienie….
NIEPODWAŻALNEGO ISTNIENIA ZWIĄZKU MIĘDZY
WSZYSTKIM CO NAS TWORZY I OTACZA
Wszystkiego co jest esensją… kosmosu…………….
Zamiast wykorzystać to do zrozumienia siebie i …..iii…..

Wprowadzono ….WIARĘWIARĘ jako podstawowe narzędzie poznania?

No i …skończyło się!
………………………………
Nie miałem na to żadnego wpływu…….
Do dziś nie mogę tego przeboleć
Ludzie zapomnieli po co istnieją…
Ba nie mają zielonego pojęcia dlaczego istnieją!
Zapytaj o to kogokolwiek i czekaj na odpowiedź….?
Zapytaj …..siebie samego i odpowiedz …..sobie….

…………….hhmmmmm…………

Kto z was potrafi zrozumieć coś co nigdy
Przedtem nie istniało?…
Nieistnienie z własnego dobra narodziło… przestrzeń
Określoną …umysłem....  energią… czasem…poznaniem
Samej siebie….zniszczeniem ……i odrodzeniem…
Banały banały banały a jednak czyż to nie jest piękne
Zrozumieć pierwszą chwilę… jeżeli rzeczywiście był to
Początek ?… zrozumieć ”kosmiczne jajo”?…
i to co z niego wyszło?
Pojąć to co było przed nim.....................

Ha ha….. tania sentymentalnia i naiwna poezja
Ludzkiej duszy…i …maluczkich mózgów…!
Romantyczny melodramat uwięziony w wyobraźni
… bez najprostrzego zrozumienia
Gdzie sie znajdujecie i po co…bez żadnego punktu
Odniesienia…..bez szans na poznanie!.
Żałosną pustkę “naukowcy” starają się wypełnić
Za wszelką cene skomplikowanymi wzorami…słowami
Czarną białą…… zieloną materią !!! coraz nowsze teorie
i kolory na coraz mniejsze cząstki
Jazgot…napełniający życie…..
Wasze życie…..które obwieszacie jakimiś
Cudacznymi nagrodami …. Odznaczenia za otwarcie
Otwartych drzwi …gratulacje uśmiechy… gratulacje …..
Honory gratulacje i gratulacje iiii graaatulacjeeee i zazdrość
Sarkazm tak sarkazm  bo inaczej trudno wytrzymać z wami


Ludzie powymyślali jakieś maszyny, urządzenia….
Powkręcali się w nie…zaśrubowali…zaszyli…..iiii
Są szczęśliwi…a przynajmniej udają takich…..
Zadowoleni jak zobaczą więcej pustki w ziarnku piasku
Nazwy reguły zasady…strona po stronie….wszystko jest
Uporządkowane…chwila na oddech relaks…. na zwątpienie
Rozterkę…system zaczyna się rozpadać..szybciej niż
Ktokolwiek mógł przypuścić…tragedia….jedni są za
Inni przeciw….szkalowania… oszczerstwa
Z każdej strony….wojna słów…wojna….
WOJNA!!!!
WOJNA!!!!!!!!!!
Wtedy zawsze jestem bardzo zajęta
Czasami jest ciężko nadążyć za wszystkimi
A najgorsze to to… że nie ma kogo poprosić o pomoc…
……
Jaka tragiczna strata energii…
Gdzie jest .. mój przyjacielu w tym całym bałaganie
Miejsce na prawdę? na jakikolwiek…sens….
Wierz mi czasem cichy szept żebraka
Co błaga o przetrwanie potrafi dotrzeć dalej
Niż błyskotliwy umysł niejednego geniusza
Osiągnąć więcej niż niejedna teoria….!

Cichy szept………..

Popękanych warg które proszą o miłosierdzie
Jeszcze jednego dnia … lub czas skonania…
Ja! nikt inny tylko Ja….przynoszę ten dar
Daję więcej niz matka w czasie porodu
Ofiaruję siebie… wszystko co mam!
Potrafisz to sobie wyobrazić?…zrozumieć…
Pojąć!
Jego szept….twoj szept…dotarł do mnie i…jestem…
Jak sługa czekam pokornie na spełnienie pragnienia
Jestem tu przy tobie …jeden gest… jedno słowo
Wyrzucone przez myśl… pochwycę i uniosę….
Złagodzę ból… ukoję ciało i umysł…
Otworzę nowy świat w którym pragnienie
Życia jest większe niż pragnienie
Śmierci …………..


……nie ktoś gdzieś daleko może mu pomóc
Bzdura wymyślona przez ciebie……tam
Nie ma nikogo!……To ja jestem ………
Ja jestem ta….która może jemu i tobie  przynieść
Ulgę życia … dać jedyną szansę …
Czy jest ktoś…powiedz mi …czy jest ktoś na
Świecie komu bardziej zależy na nim…czy jest
Ktoś kto bardziej pragnie jego życia niż …ja!…..
I ..ty…….. tylko ja mogę dać mu to ziarno prawdy
O którym cała ludzkość marzy od wieków
?
Nie szukaj ukrytego sensu moich słów….
Nie tłumacz je na metafory naukowych rozpraw
Nie ma potrzeby…to wszystko o czym mówię
Jest bliżej niż ci się wydaje…
Jest w zasięgu ręki… sięgnij po to!
Daj mi…i sobie…. a ja w zamian zbuduję
Przed tobą świat który
Przyjmie cię na zawsze………
Dam ci prawdę zamiast złudzenia … blask nieba o zachodzie
Szum drzew….zapach kwiatów…sens życia otulony
Wiosennym wiatrem o który zabiegali wszyscy
Filozofowie świata……dam ci to w innym wymiarze
WYMIARZE PRAWDY
Otworzę przed tobą utracone marzenia codziennego dnia…
Będziesz mógł sam dokonać…..wyboru
Znaleźć prawdę samego siebie
Ci którzy chcieli to zrobic dawno odeszli
Znałem ich wszystkich i wszyscy żałowali
W ostatniej chwili zmarnowanego życia
Raptem doznawali iluminacji iiiii...

ZA PÓŻNO ZA PÓŻNO ZA PÓ ŹNO!

Wszyscy byli nieszczęśliwi… w imię nigdy
Niezgłębionej idei…czyż nie brzmi to tragicznie?…..
Poświęcali się…iiii… który z nich był bliżej poznania?
……… z brzuchem wypełnionym jelitami
I nie wiadomo czym jeszcze…
Bezużyteczny balast przyklejony do ziemi
Z mojego punktu widzenia bez żadnej
Wartości ……….
Masa powstrzymująca wszystko
Nie szukaj ZNOWU ukrytego sensu moich słów nie!
Podaj mi swoją ręke i chodź ze mną

Błądzę po tych zakamarkach ludzkiej
Jaźni…przedzieram się poprzez myśli…i  czuję się
Zupełnie bezradna…zagubiona…zupełnie jak ty..
Niepotrzebna nikomu…wydrwiona i oszukana…
Oszczerstwami …tak jak ty….
Wypełnia mnie rozpacz….jak ciebie…z tą różnicą
Że ja należę do twojej  a ty stoisz obok mojej….
Pozwól połączyć te dwa światy bo uczucie samotnego
Cierpienia jest okropne…..
Jego życie złóż we mnie….
A swoje ocal ….ocal nas wszystkich……..
Wszystko walczy w tobie rozdziera cię na kawałki
Tragedia przetrwania…ból każdego dnia…i ta wielka niewiadoma
Jakie to wszystko jest ludzkie …powykręcane do granic
Wytrzymałości …mizernej egzystencji…bez wartości
Dla nas…
Ja pragnę tego samego co ty…potrafisz to zrozumieć?
Ja mogę mu ofiarować twoją nadzieję i marzenia….
Twoją miłość ofiaruję mu ciebie...
Pozwół mu odejść razem ze mną … abyś mógł się
Spełnić … daj sobie nowe życie…
Zostawię ci miejsce w rzeczywistości o którym marzyły
Pokolenia….
Daj mu czas na odejście a sobie na odrodzenie
Otulę go jak matka i poprowadzę przez bezmiar
Tylko mi znany dam mu na jego drogę
To co w tobie jest najcenniejsze…przyrzekam ci
Nie zmarnuję tej szansy przyrzekam ci!
Nie pozwolę mu się rozmyślić tak jak to przytrafiało się niektórym
Panicznie
Usiłowali wrócić … i ponownie wcisnąć się
W rozpadające resztki…… oczywiście nie mogąc
Pozbierać siebie z prostych przyczyn
Błagali o …. o kilka chwil… parę sekund…
Pośród gnijących szczątek usiłowali na nowo
Odnaleźć przeszłość…i przyszłość
Byli gotowi ofiarować mi wszystko!!
Absolutnie wszystko………???.!!!
Nie zdając sobie sprawy że nie mieli nic…!
Nawet samych siebie….byli niczym…!
A ta drobina energii co trzymała ich przy życiu
Została świadomie lub nie ofiarowana mi

BEZ POWROTU

Leżała na mojej dłoni ….hmm
Jeszcze jedna żywa kropla uratowana
Przed zatraceniem…gotowa na
Wieczne odrodzenie jakże piękna!
Jaki byłem szczęśliwy w takich momentach
Jaki byłem szczęśliwy
………………………
Ciężko to było im wytłumaczyć żadne ludzkie słowa
Nie potrafiły tego opisać….
A beznadziejna rozpacz za utratą tego co wydawało
Się im że znali i strach przed nieznanym przeznaczeniem
Rozrywały to co jeszcze z nich pozostało
Na pył rozdmuchiwany wiatrem
Po którym nawet ślad nie był w stanie istnieć….
Czy to miał być ich sens istnienia nad którym
Pracowali tak mozolnie?
Czy to była ich świadomość zrozumienia….?
Czy to jest twoja przyszłość?
Smutne to…i nie mam na to odpowiedzi…..
Dlatego chcę go ustrzec przed tym wszystkim
I ciebie też
Ja mam dla niego lepsze zakończenie!……………..
Lepsze niż twoje

Potrafisz zrozumieć jego miejsce 
W świecie i czasie…..? i siebie ?
Czy cokolwiek wiesz o swoim istnieniu
Jak wielka jest w tobie pasja poznania tego o czym mówię
Prócz tej że nie chcesz się jego pozbyć?
Czy potrafisz podejrzeć tajemnicę bytu tak jak
Inni to usiłowali robić w swoim krótkim życiu...?
Tyle zmarnowango czasu…
Który mógłby……….i
Tak można w nieskończoność…….

A … wracając do naszej sprawy…i rzeczywistości
Jesteś okropnie kiepskim przeciwnikiem
Gra z tobą nie ma żadnego smaku… żadnej emocji
jak w szachach
Czekam na twoje wyzwanie zaskoczenie….??
Emocje!
Nie dajesz mi odpowiedniej szansy…nie lubię
Nieprzemyślanych ruchów…nie prowadzą one
Do niczego…działasz bezsensownie….bez planu… iii…
Nie potrafię dokładnie przeanalizować twoich posunięć
!


Dla dobrego gracza jest to irytujące… cała…
Gra staje się bezsensownym przedstawieniem
Nie dającym satysfakcji żadnej stronie!
Dałem ci szansę ………czekam na rewanż?!……..
Zapomnij na chwilę o reszcie świata! znajdź
W sobie spokój i godność… zobacz przyszłość
Jedyną w życiu … jedyną…. TWOJĄ A NIE JEGO…!
Spójrz ….otworzył oczy
Potrafisz w nich cokolwiek zobaczyć?
Dotknij jego spieczonych warg…
Czujesz jaki wielki ból wyczarował na nich
Cierpienie ?
Dotknij skóry….która więzi ten drogocenny skarb……
Tam w głębi jest walka fascynująca walka
Która zawsze mnie podnieca….kto wygra?
Kto się pierwszy wydostanie?
Jaki wspaniały cud natury niezrozumaiły
Przez was… nie każdemu jest dane być świadkiem
TY ….ty masz MOŻLIWOŚĆ… przeżyć coś czego nikt
Jeszcze nie doświadczył!……….
chmmmm………daję ci tę okazję!…….?
Razem ramię przy ramieniu…unieśmy go
Dotknijmy jego ciało…twarz…ręce…
Przynieśmy mu ulgę….pozwólmy by przez
Ułamek sekundy zapłonął iskrą życia
Jak nowa gwiazda na niebie…której blask
Zapłodni spełnienie innych światów!
Pomyśl jedyna możliwość spełnienia…
Pomyśl o sobie……..?
Jedyna……
Na strunach tego światła będę malowała obrazy
Geniuszem myśli 
Otworzę wieczność przed tobą gdzie spełnisz
Marzenia o których nikt nie śnił….
A w nieskończonym labiryncie czasu
Przeprowadzę cię  bezpiecznie  w nieśmiertelność
…………………………….
…..pomóż mi dać ci to wszystko…..?!

JESTEM GOTOWA

Podaj mi dłoń … i połóż ją na mojej piersi
………to jest tu w środku i czeka
Na twój gest…jedno skinienie…słowo….
……proszę o tak niewiele…???.
Tu czeka pragnienie… miłość…
Tu jest to co uczyni cię wolnym na wieki
……..

JA JESTEM GOTÓW 

Zatrzymaj się na jedną chwilę…  na moment
Nie mów nic…podaj tylko rękę na znak zgody?
……

Przystań !!!… i pomyśl………….
Spójrz drobne krople deszczu zbudowały
Łuk tęczowy pomiędzy nami tak delikatny
I wspaniały jak ta twoja biedna istota
Przenieś go po tym moście pojednania do mnie
A ja poprowadzę was do miejsca gdzie
Światło przędzie świetliste sieci w których
Tylko nieliczni mogą doświadczyć …
Pełni życia……
Nie bój się tego to nie jest niewiadoma przyszłość
To jest twoje przeznaczenie…
Ja będę przy tobie…..
By pomóc ci rozpalić się tym życiem!…
Wierzysz w to…. gdzieś głęboko w tobie siedzi
Ten kolec który sparaliżował cię…
…. chciałbym wyszarpać go z twojej piersi
Byś mógł w końcu napełnić świat
PRAWDZIWYM SOBĄ
Tak bardzo tego chciałabym

Nie Nie nie odchodź!……

Nie zostawiaj mnie w swoim smutku…
Uczyń ten jeden gest….proszę…. ?
BŁAGAM

Nie odchodź……………….
Proszę……………heeejjjj……..
Zatrzymaj się…….na jeden……moment
Nieee………….
…………………………………nie
                                        

Zostało  już tylko kilka chwil……………..
Wiesz o tym dobrze
Tuż przed świtem gdy krawędź słońca
Jak skalpel rozetnie purpurą świat…
I pierwsze ptaki rozpoczną poranny śpiew
………….
Jego ciało
Bezwładnie i cicho osunie się z twoich ramion
NA ZAWSZE
………….
Wtedy będzie na wszystko za późno!
A ja ? …a ja  jak zwykle…uniosę tę drobną iskierkę
Wyzwoloną z tej klatki
I cisnę ją w kierunku wiecznej gwiazdy
By w jej ogniu…….
(Jeżeli będzie miała szczęście przypadku….)
Została przetrawiona przez miliony lat
Na bezimienną ISKRĘ co rozświetli na ułamek sekundy
Jakiś tam zakamarek wieczności…


Aaaa…jeżeli nie dopisze jej to szczęście….?
Rozpłynie się bezpowrotnie nie tylko
W bezmiarze wszechświata
Ale co gorsze … i jak bardzo tragiczne …..
W pustce twojego życia… z którym
Jak do tej pory nie potrafiłeś wygrać…
W żaden sposób…
.....


S T A S I M O N   I

Ciepły wiatr zakręcił się wokół ciebie
A cisza zaprosiła leniwie do odpoczynku

Kochana kruszyno……jak cicho śpisz…śpisz!… śpiszzz?
W ramionach…ramionach!… ramionach?……
Nie ruszasz się.. powieki ci nawet nie drgną…śpisz….
Śpisz!… śpiszszszszszzzz……….?
Niecierpliwie czekasz na jeden ruch… drgnięcie………
Spazm ……..czekasz…czekasz!… czekaszszszszzzzz?….
Jaka siła ogarnęła ciało i umysł
Duszę której nikt nie potrafi pokonać?…pokonać!
Pokonaćććććć!……
Mały ptaszek zamknięty w złotej klatce…..
Spójrzspójrz!… spójrz…..? w jej środek
Jak w kryształową kulę…kulęę!…. kulllęęęęęę…..?
Co los przyniesie…niesie!… niesieeee?…
W tej drodze…drodze !…
Drodzeeeeeee?………….hahahahaaaa………
Czego pragniesz…pragniesz…! pragniesz…?
Gdy pochylony nad tą istotą szepczesz…szepczesz!…
Szepczeszszszsz?… gorące zaklęcia…
Puste słowasłowa!… słowaaaa?…..
Sądzisz że przyniesie to ulgę  jemutobie...tobie!…
Tobieeee?…hahaha…hahahah….HAAHHAhhA
Zerkinj na dno kryształu gdzie jest
Radość spełnienia rzeczy niemożliwych!….niemożliwych!..
Niemożliwychchch……hahaha
Jest chory synsyn!… syn?….to NIE jest syn! NIE
nIEEEEeeEEE???
Jest ktoś…ktoś!… ktoś?…. ktokto!… kto?…może pomóc
Ty wiesz…wiesz!… wieszszszszzzz?…..
Kto…kto!… kto?….
Niesiesz go bo sam nie potrafisz… potrafisz!… potrafisz?…my potrafimy my...my!....my???
Ratować życieżycie!.. życie?….hahaha….hahahhhaaa..
Musisz?..musisz!… musiszszszszzz…
Go donieść…nieść!… nieść?…. NIEŚĆ
Nie wygląda na chorego? …bladegomizernego
Nie…nie!… nie?….
Czy jesteś pewien…pewien?…
Pewien!….

Że robisz sensowny krok w nieznane…
Znane!… znane?…..gdzie ktoś coś potrafi?…potrafi!..
Potrafiiii… nie potrafi… skąd wiesz że to jest jedyna
Nadziejanadzieja!… nadzieja?…
Zapytaj NAS......NAS!...nas?....
On śpi…śpi!… śpiiiiiiii?? OOOOOO spójrz na niego!
Ooon śpi HahahaHAha.....HAhaahaaa
Czy sądzisz że jest to jeszcze twoje dziecko
Dziecko!… dziecko?…ha ha haahaaHAhah……..
To samo co… zobacz w  kuli czas…jak biegaskacze
SzczebioCe? ….szczebioce!… szczebioce….
Na twoj widok to…onon!… on?…..ON!
Ten co śpi na plecach? Haha ha ha haaaaha....
Spójrz … nie możeszmożesz!… możesz?...
Bo strach napełnia twoją duszę i tracisz pewność
Kto jest kto….kto!… kto?…brzuch masz w gardle!…HAHAhahahaaaahahaaaahhhaaaaaaaaaa......................................
Nie bój się… podaj ręce i zamknij krąg miĘdzy nami
By w wirze utraconych złudzeń odnaleźć sens
Własnej duszy …duszy!… duszy?…hahaha…hahahaaaaa….
w koło razem w koło?... koło...kolo!KOOOOŁOOOO!
Szalony świat wiruje wokół ciebie a ty z nim i… co czujesz
Gdy strach przed jutrem zaciska ci jelita…
Jelita!… jelita?…. w jeden węzeł!?
Ty wiesz…?…wiesz!… wieszszsz… że nie ma jutra  
I nigdy go nie było…było!…było?………
A tam gdzie myśli są … już nigdy nie zdążysz
Zdążysz!… zdążysz?……..W KOOOŁŁŁŁOOOOO
Spójrz na niego otulonego całunem twojej nadziei
oOOOooooooooo JAKI biedny... biedny? Biedny!
Niesiesz swojego trupa……….trupa!….
TRRRUUUUUPAAAAAAAA?……………….
AaaaahhhhaaaahhhaaaaaaaaaaHHHHaaaaaaa…………….!!!!
Doniesiesz…doniesiesz!… doniesiesz?….
Już jest tuż tuż…już jest?jest!… jest…..
Zobacz na dnie kuli pośród zamętu czasu co dostatcznie nadział bólem  ....BÓLEM....?...BÓLEM!
Twoje ciało… jest pustkapustka?… pustka!…i …….
Nie ma w nim miejsca dla ciebie i duszy
Zadławionej krwią…. krwią!... krwią?….ha ha ha….
Życie ucieka przed tobą        
A ty gonisz go na oślep?…oślep!… oślep….
Tuż tuż nad krawędziąhahaaaaaaaaaaaaaaaaaha ha ha ...  hahahahaAaaahHhaaaaaaaa                               

Niebezpieczna gra…gra!… gra?…bo masz w sobie
Winę…winę!… winę?…ooogromną winę i ciężar jej nieee pozwala AAAAAAAAAAAA.......
Na oddech… dusi…dusi!… dusiiiii?….heheheheeeee
Bez słów bez nadzieiiiii… bez przebaczenia samemu sobie
Sobie!… sobieeeeeeeeeeeeee?…..
Nie zdążyszzdążysz!… zdążysz?…..
Pokonać śmiechstrach…i śmierć…śmierć!…
Śmierćććććććć?…..
Ktoś zrobił parę dziur dla zabawy i wszystko wycieka
Z ciebie powoli…powoli!… powooooli?….
Do końca do ostatniej kropli aaaaaaa… ty musisz być silnym
Bo przyjdzie czas na jedno z ostatnich pytań?
Pytań… pytań!….
I będziesz sam…sam!… sam?….
bez odpowiedzi ...Bez ... bez?...bez! ha haaaHaahaaAhhaa
Co jeszcze musisz zrobić by umrzeć…
Umrzeć!… umrzeć?…
Hahahahaaaaaa….haaahahhhaaaaa…….ha…
Odchodzisz!
Nie …nie!… nie?….
Pielgrzymie?…pielgrzymie!… pielgrzymie……
Nie…nie!… nie?….
Nie odchodźodchodź!… odchodź?…CHODŹ
CHODŹ...? CHODŹ!  Z  NAMI  nami  namiiiii........!
Jeszcze nie czas?czas!… czas…
Jeszcze daleko do końca naszych spraw…
Spraw!… spraw?…
Jeszcze kielich krwią się nie napełnił!…
Napełnił?… napełnił!
Byś liznąć mógł nie tylko odkupienia smaksmak!… smak?…
Lecz także  bezsens przyszłych dni co bez powrotu zabrał
Wiatr… Wiatr!… wiatr?….ha ha haahahahhaaa…
Nie odchodź?….odchodź!… odchodź
 Marnujesz życie jeszcze raz
…Ostatni razraz!… raz?…
Nasz taniec jeszcze nie skczony jest!... jest? ...jest
Jeszcze nie czasczas!…czas?……w koło razem
W KOOOOOOOŁŁŁOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO
HaaaaaaaahahaHhHaaaaaaAAaaaaahhhhhhaaaaaaaaaaaa
Zaczekaj jest tutu!…tu?… miejsce na słodki sen
Sen?… sen!..
Na miód marzeń pamięci co jeszcze drży…drży!..
Drży?… w agonii ostatnich chwilchwil!… chwil?…
A potem ? ciach ...ciach? ....ciach!
Hahahaaaaahahahahahahahhhahah....
Nie tylko ty podążasz drogą dziecka z tamtych lat
Lat!… lat?…
I łza goni zgubione łzyłzy?… łzy!….
Nie odchodź w ciszę beznadziejnych spraw
Związanych bólem twym…twym!… twym?…
Bo tam… nie dzieszysz szlochu duszy swej
Co ciągle w piersi drga… drga?… drga!…
wkoło? wkołooo wkooołłłoooooooooooooo............!!!
Z nadzieją na przetrwanie…
Trwanie!… trwanie?….EEEEEEeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
Hahahahahahhhhhaaaaaaaaaaa….
Hahahahahahahaahhhhhhhaaaaaahhhhhhhhhhaaaaaaaa
Haaaaaaaaahaaaaaahaaaahhhhaaaaaa……..
……………..
Haahaahaahahaha....ha ha hahahaaahhhhaha
Hahahahaaaaaaa



E P E J S O D I O N      II

Co robisz dobry człowieku……………………………..?
Jak zestrzelony ptak w ułamku sekundy
Straciłeś balans i bezwładnie obsunąłeś się w ciemność
Usiłując dojrzeć pytającego…
Lecz prócz ciekawie zerkających z góry gwiazd
Nie było obok ciebie nikogo?…..
………………………………………..
Nie staraj się mnie zobaczyć…jeszcze nikomu się to nie udało
Jestem blisko ciebie …bliżej niż myślisz…
Ale dzieli nas coś czego nawet ja nie potrafię zrozumieć
Jestem przy tobie od dawna…ale nie było
Okazji żeby zagadać…tak byłeś pochłonięty
Swoją wędrówką…teraz przystanąłeś na chwilę
I… jest szansa….obydwaj mamy szansę….jeżeli będziemy chcieć
Drżysz jak liść na wietrze….nie bój się
Nie mam zamiaru cię skrzywdzić…nie potrafię
Pragnę ci pomóc… otoczyć ciało spokojem
Ukołysać do snu….w ramionach…
Zazdroszczę tym co potrafią materializować uczucia i emocje
To musi być wspaniałe …dotyk drugiego
Człowieka…ciepłe palce … dłoni która mówi
Najbardziej delikatnym językiem….rozlewającym się
Po skórze…ile miłości przelały twoje ręce w jego ciało…
To właśnie pozwoliło mi przemówić do ciebie
Tak łatwo jest dotknąć i zranić…
Tak łatwo jest dotknąć i dać radość codziennego dnia
Miłość prostych spraw….
Brakuje mi tego … zrozumienia
Cierpię tak jak wielu z was…sens życia zapadł się
Gdzieś głęboko gdzie nie ma nikogo kto może
Ofiarować dotyk….
Kochaj mnie….kochaj mnie całym sobą bo tak łatwo
Jest mnie stracić…nie przeocz tej okazji
Może jedynej w życiu….przygarnij mnie
Ja dam ci w zamian siebie…ze zrozumieniem świata
I twojego istnienia…
….                                 
Możesz to tak łatwo osiągnąć… tak niewielu ludzi
Korzysta z tego daru….kochaj mnie tak mocno jak
Tylko potrafisz….
NIE …nie pytaj kim jestem….
Bo nie u mnie znajdziesz odpowiedź…ja nie mam jej
…………….
Jestem tobą…nim…jestem każdą drobiną życia…?
Jeżeli to ma sens dla ciebie …jestem wszystkim…?
Pragnieniem …nadzieją oczu…i myśli…
Rozpaczą chwili o której chcesz zapomnieć….
JESTEM
Wszechświat jest zbyt mały
By wypełnić moje wnętrze…….
A jednocześnie nie potrafię ogarnąć moim trwaniem
Twojego ciała…..
JESTEM
Tak długo jak ty mi pozwolisz na to
Lecz miejsce moje jest poza twoim czasem który
Przemierzasz dzień po dniu rok po roku
Jestem z tobą idę z tobą tak daleko jak mi na to
Pozwolisz……….?!
JESTEM
Barwnym obrazem twego świata… gdzie granice
Wyznaczone są mną….tam jestem….gdzie twoje myśli
Potrafią dotrzeć…
Jestem bo ty jesteś … jesteś bo ja jestem….
Nielogiczny paradoks zaplątany w zakamarek świata
Przychodzimy razem i razem odchodzimy..
I tak rzadko mamy wspólną drogę….
Wypełniasz moje istnienie dzień po dniu zupełnie
Jakbyś chciał zapłacić za posiadanie mnie…lecz zapominasz
Że ja ciebie posiadam….w każdej chwili …każdej sekundzie
Niewielu potrafi zrozumieć moje potrzeby…
Odchodzą sami w zapomnienie…
Bez mojej świadomości…
Zostawiają mnie jak niepotrzebnego psa
Którego nawet nie warto kopnąć…
Niewielu z was potrafi usłyszeć mój głos
A gdy usłyszą mnie traktuje się ich jak szaleńców…
Wyruszyłeś w drogę aby pokonać….czas…? przestrzeń…?
Samego siebie…osiągnąć coś czego nikt nie osiągnął…?
Pochłonięty sobą…nim…
Stałeś się obcy dla świata….siebie… dla mnie…?
Pamięć twoja zapomniała o mnie…?
Lecisz jak zraniony ptak do ostatniej walki…?
Z kim….z czym…? kto jest twoim przeciwnikiem…?
Gdzie zaczęło się twoje szaleństwo…którego sam
Nie potrafisz pojąć…?
Kim jesteś człowieku….?
Skąd i dokąd idziesz…?
Pytania… pytania ….. pytania…
Stare jak świat i bez odpowiedzi….pytania….
KIM JESTEŚ…?
Jaki sens ma twoja wędrówka dla ciebie dla niego
Dla mnie…wieczna pielgrzymka do…celu…?
Ciągasz nas po bezdrożach świata…po co…?
Nie dajesz wytchniena i odpoczynku
Czego wypatrują twoje obolałe oczy…
Co szeptały popękane wargi…. Gdy zamarłeś nad
Jego ciałem w nasłuchiwaniu….
Końce twoich palców były mną gdy chciałeś go dotknąć
Co pragnąłeś przelać w niego…?
Spłacić dług?…proste uczucie miłości….pomiędzy nami…?
Czy chciałeś spełnić pragnienie własnego życia…
Czy mogłeś dać więcej…czy mniej…?
Spełnić siebie w nieustannej gonitwie …za czym…?
Dać to co jest istotą
Ciebie……?
KIM JESTEŚ?
Pytanie na które powinna być prosta odpowiedź
Jesteś mną…jesteś nim…jesteś sobą…
Jesteś nieustannym szukaniem… ….?
WIECZNĄ   WĘDRÓWKĄ?                             
W tej jednej chwili czy dałeś mu więcej
Niż inni przez całe życie…czy potrafiłeś usłyszeć siebie
Zrozumieć siebie… swoje szczęście
I ból….?
Kim jesteś gdy w cierpieniu rozpalasz ogień na miarę
Kosmosu…. pragnąć zapłodnić nim … jego?…mnie?
Siebie?….. ZIEMIĘ?
Weź tę iskrę ode mnie i unieś ją jeżeli zdołasz!?
Nawet wtedy gdy ogień jej rozpali ciało do granic
Wytrzymałości… trzymaj ją mocno… pozwól by z ran
Krew wylała się na oczyszczenie…jego? ciebie?
Mnie?……….
Nie bój się tej chwili … zapomnij o strachu
O śmierci o wszystkim co jest tobą….nim…i mną…
Bo w płomieniach rozpalających mózg i ciało……
Zrozumiesz….
Dopiero szansę spełniena się
Wtedy będziesz ….gotów …GOTÓW …
Na swoją…na jego.. na moją
DROGĘ……….!

Drżysz jak liść na wietrze..
Nie bój się nie zrobię ci krzywdy…
Jeżeli możesz nie odrzucaj mojej ofiary
Nie zapominaj o mojej miłości
Pozwól mi żyć na tyle by biorąc mnie w swoje ręce
Zrozumienie samego siebie wyznaczyło ci świat
Swoją miarą…
Kim będziesz wtedy….nie pytaj mnie
Bo ja nie mam na to odpowiedzi…..
Obydwaj potrzebujemy czasu aby to zrozumieć
Co stało się pomniędzy nami
umysłem ?…uczuciem?… kto może przewidzieć
Co czeka nas następnego dnia……
Czy znamy dopowiedź….czy potrafimy ją odnaleźć….
Czy znamy swój czas i samych siebie….
Dobry człowieku….
Kim jesteś?...i ….dokąd idziesz….?

DOKĄD IDZIESZ……..?
I KIM JESTEŚ……?


 

S T A S I M O N    II

Kiedy nadszedł wieczór i pośród miękkich wzgórz
Sennie kołyszących się do snu znalazłeś bezpieczne
Schronienie na odpoczynek
Pierwszy powiew….. zwątpienia ogarnął
Ciało …i duszę………..
ZWĄTPIENIE W CO?
Powoli rosło ono jak chmura…pęczniało
Nadciągającą burzą której w żaden sposób
Nie można ominąć….
A łoskot przelatujących grzmotów przytłoczył
Świat niepojętą trwogą….
PRZED CZYM?
Oczy wysuszone w ciągu dnia gorącym słońcem
Napełniły się piekącym płynem
Zatapiającym stopniowo wszystko….
Nawet jego drobną twarz teraz tak odległą
I niewyraźną że w końcu straciłeś ją
W swojej jaźni…………….
Ooooooooooo….ChrysteeEEEEEE………………….
Mrok nadchodzącej nocy wydarł charkot
Z gardła i pośpiesznie otulił go ciemnościami
W obawie że ktoś ….usłyszy…..?
KTO?
Nieprzerwany potok gorących łez spływał w dół
Raniąc skórę i wymywając z wnętrza
Wszystko co od lat czekało na tę chwilę…
Nie potrafiłeś już niczego zatrzymać… jak nabrzmiała
Deszczem rzeka twój świat wypływał z ciebie
Spienionym nurtem BEZ POWROTU…………….
Zakryłeś obmywaną łzami twarz wstydząc się swojej
Słabości przed sobą i całym światem….
Nie byłeś w stanie nic uczynić nic
NIC!
Gorący szloch….bez twojej kontroli
Mieszał w okolicy smutek i żałość…
Po raz pierwszy w życiu nie byłeś w stanie
Powstrzymać swojego uczucia i…tego wszystkiego
Co zbierało się w tobie przez lata …
Przedziwne obrazy pamięci jedne po drugich
Oderwane od ciebie  wolno… bardzo wolno
Jak w nierealnym śnie odlatywały…..
W nieznaną dal…w zwolnionym tempie
Fragmenty przeszłości zahaczały o siebie
Rozbijały się na drobne kawałki i jak krople deszczu
Wsiąkały bezpowrotnie w ziemię…..
Im bardzej pragnąłeś ich powrotu
Tym więcej ich ginęło w lepkiej czerni nocy
Po raz pierwszy nie potrafiłeś…..
Znaleźć znaku następnego dnia……i bezwolnie
Obsunąłeś się w ramiona przeznaczenia i pragnienia
Zatrzymania czasu na jeden moment…
Jedną chwilę….na wieki……..
PO CO?

Spojrzałeś w ciemność by jeszcze raz upewnić się że….
On jest………….istnieje jak ty…
Dłoń delikatnie dotknęła ciała….chłodnego
Jak… marmur… któremu ktoś kiedyś nadał kształt życia…
Palce przesunęły się po policzku….obsypanym
Drobnym…meszkiem …….zupełnie jak
Aksamit skóry brzoskwini…
?
Czy będziesz mógł sobie wybaczyć……..
Jeżeli podejmiesz decyzję…..??
Czy potrafisz sobie przebaczyć?
Przebaczyć
PRZEBACZYĆ CO?

Wyschnięty język usiłował
Zwilżyć wargi na których
Kawałki popękanej skóry sterczały ostrymi kolcami
……………………………..
Pochyliwszy głowe nad piersią…
Zamarłeś bez ruchu w ciszy nasłuchując
……………………………..
……………………………..
Oddechu……………………
……………………………..
CZY BĘDZIESZ MÓGŁ SOBIE WYBACZYĆ 
??


E X O D O S

Przez życia czas przez ocean pamięci
Jak okiem sięgnąć pustka unoszona
Falami łagodnej ciszy
Żegluje w kierunku sobie tylko znanym
Jak dziób statku rozcina białymi grzywami
Senne fale na moment rozświetlając drogę
A ty wciągnięty w jej wir
Żeglujesz razem z nią
Skąd i dokąd.?
Gdzie i po co.?
Trwasz pomiędzy powietrzem i wodą
Niebem a Ziemią.?
Jak punkt który nie potrafi należeć
Do nikogo i do niczego.
Jak ptak szybujący w przestworzach wypatrujesz
Miejsca na spoczynek na życie na zrozumienie
Siebie…..?
I nie możesz….nie potrafisz….nie chcesz….?
Jesteś zmęczony po latach walki z sobą
Dzień po dniu ….chwila po chwili  
Ile może wytrzymać ciało które uwiera
Jak ciasne buty?
Jak długo zbolały umysł może odrzucać
Myśli uczucia….obrazy których
Nie można opisać i wytłumaczyć….
A które teraz odeszły
W bezpowrotną dal i zostałeś sam
Z gorzkim smakiem życia
Gdzie się podziała wiara którą dano ci
Na samym początku byś mógł skosztować
Smak …złego i dobrego…
Gdzie jest twój czas
Co nasączy cię ukojeniem
Narkotykiem przetrwania i słodkiej nadziei…
Czy masz jeszcze w sobie siłę co ukołysze do snu
Duszę?
Czy jest? woda w której możesz
Obmyć ciało z wiarą w przyszły dzień…?
Zmęczony jak starzec wieczną tułaczką
Chciałbyś usiąść przy drodze
By usłyszeć szept przebaczenia mijających cię ludzi?
Masz ciało bez duszy…
Masz duszę bez ciała…
I krzyczysz w rozpaczy
Nie mogąc zrozumieć…pojąć…przebaczyć…?
Masz ból którego nie możesz się pozbyć
A ten rozrywa i kaleczy do krwi….która
Lawą wycieka z ciebie
MASZ CZAS BEZ CZASU!
… świat co zaczyna się i kończy na skórze
MASZ SIEBIE któremu nie możesz sprostać i zaufać
Bo brak w tobie miejsca dla ciebie…
MASZ SZAŁ w oczach… co barwi wszystko
Jednym kolorem….porywa jak wir
Wciąga w szaleńczy taniec w koło …w koło
W KOŁOOOOOOOOOOOOO……………
MASZ STRACH…tak wielki że nie potrafisz go ogarnąć
Zaciska on pętlę na szyi powoli… bardzo powoli
Paraliżuje każdy ruch…każdą myśl
Zamienia w stygnącą bezkształtną masę
Pomiędzy zrozumieniem a szaleństwem
Nierozwikłanych problemów…
MASZ SIEBIE samego który ciągnie cię
W odchłań zwątpienia
Z szyderczym bełkotem złudnej prawdy….
Zbierasz te okruchy niedokończonych słów
W garść gotujesz bezbarwną strawę
I rozdajesz ją między ludzi
Na śmiech… na drwinę ….
Na zrozumienie pustej klatki w której sam się
Zamknąłeś na wieki
Zgubiłeś miejsce które mogłoby
Cię przyjąć….pędzisz…pędzisz coraz szybciej
Po wodzie … po ziemi do celu wypisanego linią
Złudnego horyzontu
Fala za falą…fala za falą….
KROK ZA KROKIEM
Czy wiatr zdoła napełnić poszarpane żagle…?
Czy zdarte buty ochronią popękaną skórę…?
Na nowe istnienie……?
Czy zdążysz jeszcze raz wydostać się z własnego więzienia…?
………………………………
Fala za falą …krok za krokiem…
Mija cię zmęczone życie
Bezskutecznie szukające ….własnego
Sensu…..….
……………………
KROK ZA KROKIEM….
FALA ZA FALĄ……..
……………..
…………
         …….………
            ………
          ……     
       ……
 …
  

E P I L O G

Krople świtu powoli rozwiązywały
Węzły między nocą a dniem
Jak latarnik gasiły migotliwe blaski
Rozproszonych gwiazd
Co jak drogocenne kamienie odprute
Od błękitnego jedwabiu nieba
Spadały wolno jedna po drugiej
Na zaspaną jeszcze ziemię
Pokrywając ją dywanem chłodnej rosy
Noc porwawszy zagubione ławice chmur
Pomazała je pośpiesznie szarością i pociągnęła
Za sobą w żałobnym orszaku na spoczynek
Kilka z nich zdołało uciec i pośpiesznie
Przyoblekając odcień czerwieni
Popędziły na oślep w kierunku porannej zorzy 
Zapominając o szczytach wzgórz
Które rozcinały ich wnętrza uwalniając
Szkarłat czerwieńszy od krwi
I całą okolicę napełnił
Niepojęty blask … w którym
Zbudziłeś się otulony smutkiem
Zwątpieniem i obawą…
Nieodzowni towarzysze twoich dni
Spoglądali na ciebie poprzez krzywe
Zwierciadło dogasającego snu
A kiedy zwróciłeś ciągle senne oczy
W kierunku jaśniejącego nieba
By otrząsnąć z nich resztki nocnych mar
Zrozumiałeś….!
ZROZUMIAŁEŚ!
ŻE NIE MA POWROTU!
Nie istnieje nic co mogłoby trzymać cię
Na uwięzi………..!
Nie było niczego prócz CIEBIE I ŚWIATA
Który coraz wyraźniej docierał do twojej świadomości
Raptem poczułeś całym sobą
Że zbliżał się do ciebie
CZAS
Oczekiwany
Przez CAŁE twoje życie………!
Czas o smaku RADOŚCI
Zebrałeś resztki sił by dźwignąć obolałe ciało
W kierunku który coraz głośniej
Łomotał w sercu… pulsował w żyłach…
I……… iiiiiii…
Z jaką lekką swobodą wykonałeś pierwszy ruch
…………………
Zupełnie nieprzygotowany na taki moment
Straciłeś równowagę….i cały świat
Zawirował wokół ciebie W SZALONYM TAŃCU!
Zaskoczony tym nowym prawem
Starałeś się odnaleźć balans dla oczu i myśli
Z trudem nadążających za skołowanymi członkami

Jakie wspaniałe uczucie i…radość wypełniły cię
Po raz pierwszy w…życiu…
Otrząsając ostatnie resztki przeszłych dni
Ostrożnie… żeby znowu nie stracić równowagi
Pochwyciłeś garść pierwszych promieni
I przytuliłeś je mocno do piersi
Przywarłeś do nich całym swoim istnieniem
….
Delikatne ciepło przepaliło ubranie
I przesączyło się przez skórę
Napełniając ciało …umysł…i duszę
Rozmigotaną energią ofiarującą
Lekkość i siłę światła
Starając się pojąć sens całej sytuacji
Udręka przeszłości nagle ułożyła 
Logiczną całość?!!!!
Jak niewiele potrzeba było aby to zrozumieć
Zbudować sens nocy i dnia…
Prosty kształt życia…
Jak łatwo było się wznieść ponad fizyczną troskę
By dostrzec horyzont prawdy
Prostych uczuć i myśli

Oddech własnego ciała….

Wiatr przez moment namawiał cię do tańca
Kusząc zapachem rozbudzonych kwiatów
A kiedy po chwili wahania zwróciłeś twarz
Ku słońcu co własnie oderwało się od ziemi…
Gorące łzy wypłukały ostatnie obawy z duszy
I BYŁEŚ PEWIEN
Że na to czekałeś każdego dnia!
Rozłożywszy ramiona jak ptak
Pozwoliłeś się unieść na skrzydłach wiatru
Z lekkością której nigdy jeszcze nie doświadczyłeś!

Pędząc  przed siebie…nagle
Nagle zapragnąłeś zawirować pośród blasku
Ostatnich gwiazd…
Jak mizerne wydało ci się to miejsce
Gdzie beznadziejny sens istnienia zakreślił tobą
Granice których nie potrafiłeś pokonać…
Teraz szybując ponad wszystkim
Mogłeś drwić z wykrzywionej karykatury
Swojego życia ciągle przyklejonej do ziemi…
Życia które raptem pozbawione ciebie
W rozpaczy i smutku
Dogasało gdzieś przy drodze
Jak bezdomny żebrak
Niepotrzebny nikomu
Nie patrząc dłużej poza siebie nie licząc czasu
Minionych chwil
Napełniony blaskiem
Pędziłeś z zawrotną szybkością w kierunku
Jego źródła!
Podskakując na falach powietrza
Splątanego promieniami co rozpostarły
Przed tobą świetlistą pajęczynę czasu i przestrzeni
Szybowałeś wyżej i wyżej…. ciągle czując przy piersi
Ciepło zabrane z miejsca gdzie ostatni sen
Miał znaczenie snu a zapach ciała opowiadał
O przeszłym życiu…
Odrobina smutku…zakręciła się w oku
Lecz nic…nic nie było w stanie
Cię powstrzymać…
Wtedy…i teraz…
Przez wieki …przez lata czekałeś na tę chwilę
Nie było ci żal nawet serca co kochało jak matka
I łkało teraz w ciszy po stracie
Najdroższego syna…
Porywany wiatrem coraz wyżej i wyżej gnałeś
By przemierzyć siebie samego…
Wszystko stało się takie małe
Że nie było w stanie wypełnić ciebie
A jednocześnie ramiona nie mogły objąć
Bezmiaru świata który
Napełnił cię do tego stopnia że nie byłeś pewien
Czy ty jesteś nim czy on jest tobą?
Ogień istnienia rozpalał się w tobie
Coraz większym płomieniem
Topiąc ostatnie granice między wami
Spalał z furią coś czego nikt nie potrafił pojąć
Nawet ty…
Szaleńczy krąg płomieni zatańczył jeszcze raz wokoł ciebie
I …. nagle pojąłeś
Że jesteś tylko
TY
Nikt inny nie istnał nic innego nie istniało
TYLKO TY!
Rozpalony do granic niemożności
Unosiłeś się ku istnienu którego jeszcze
Nie zdążyłeś pojąć a którym domierzałeś już czas
I przestrzeń dla tych co w przyszłości
Będą podążać za tobą

Gdzieś w zakamarku wszechświata
Było puste miejsce od wieków usłane tęsknotą…
Czekające na ciebie…
Należałeś do niego a ono do ciebie….
Byliście niepodzielną jednością
Ostrym świstem przeciąłeś raptem napotkane chmury
Co za przeszkoda! Przebiłeś je jak puchową poduszkę
I byłeś juz prawie ponad nimi
Gdy nagle cały świat
Rozsypał się kaskadą świetlistych iskier…………

Gwałtowny podmuch odrzucił cię z nieopisaną siłą
W nieznanym kierunku………………………..

Grudka lodu zabłąkana między niebem a ziemią
Rozbiła kilka przygodnych promieni
Na tysiące barw … a te migocąc w ciszy poranka
Rozpostarły nad jeszcze zaspanym światem
Miękki łuk tęczy
Jeden z nich szarpnięty mocniejszym powiewem wiatru
Wpadł przez uchylone okno do niewielkiego wnętrza
I drogocennym blaskiem rozjarzył lepką ciemność
Potykając się i odbijając od różnych zupełnie
Przypadkowo napotkanych kształtów
Przysiadł w końcu w kąciku drobnych ust
Dziecka….
Które spało w małym łóżku
Ustawionym pod ścianą
Tuż koło okna

 
Daleko na zachodzie słońce roztapiało
Ostatnie wspomnienia nocy……….
Ptaki otrzepawszy z piór resztki snu
Rozpoczęły jeszcze jedną uwerturę dnia
Powoli napełniającego się gwarem życia
A
A… poprzez niedomknięte okno
W półmroku pokoju
Można było ciągle dostrzec
Na bladej twarzy dziecka
Stale migocący
Promień światła ….

Mały figlarz
Co przysiadł jak motyl na płatku kwiatu
Na jedną chwilę
NA ZAWSZE .





No comments:

Post a Comment